Wiersz, który poruszył świat. Lucyna Angermann mówi o cenie słowa

© Lucyna Angermann

‍

Lucyna Angermann, z domu Truchan, urodziła się 19 czerwca 1974 roku w Zakliczynie w Małopolsce. Dzieciństwo spędziła w rodzinnej Faściszowej. Dwa lata po maturze wyjechała do Belgii, gdzie mieszka do dziś — już prawie trzy dekady.

‍

Pisanie jest dla niej ucieczką od codzienności, ale także sposobem jej opisywania. To, jak sama mówi, „lek na wszelkiego rodzaju bolączki” i próba naprawiania rzeczywistości, bo wciąż wierzy, że taka naprawa jest możliwa.

‍

Publikuje wiersze w sieci, bierze udział w warsztatach i konkursach poetyckich, zdobywa nagrody i wyróżnienia. Jej utwory ukazywały się w czasopismach i antologiach. Wydała tomiki: „Myśli poplątane”, „Uchylając drzwi”, „Opowieści (nie)prawdziwe”, „Tymczasem w sercu”, "Na skrzydłach emocji niesiona", a także tomik dla dzieci o przygodach Żaby Lucjana z ilustracjami Marioli Mazgaj.

‍

Jej wiersz „Ostatni spacer” został przetłumaczony na kilkanaście języków i recytowany w wielu mediach, nie tylko polskich.

‍

„Pisałam od dziecka”

‍

Na pytanie o moment, w którym „zrodziła się poetką”, Lucyna odpowiada bez patosu.

‍

„Pisałam od dziecka, jeśli to masz na myśli, pytając o moje początki. Moim pierwszym ‘dziełem’ była bajka o Koguciku Lilipuciku napisana prozą. Na dodatek okraszona moimi własnymi ilustracjami, co było niezwykle odważne z mojej strony. Rysować to ja nie potrafię ni w ząb”.

‍

Pierwsze wiersze powstały mniej więcej w szóstej lub siódmej klasie. Potem przyszła długa przerwa.

‍

„Pisałam do roku 2002. Potem miałam 14-letnią przerwę. Wróciłam do pisania w październiku 2016 roku i dopiero wtedy uzmysłowiłam sobie, że od czternastu lat niczego nie napisałam”.

‍

Nie umie jednoznacznie wyjaśnić tej ciszy.

‍

„Może był to mój intuicyjny sposób ochrony przed zbyt intensywnymi przeżyciami? Taki rodzaj kuli, w której tkwiłam nieświadomie, a która chroniła mnie przede mną samą? A gdy już byłam gotowa, to odblokowałam się?”

‍

Najważniejsze jest jednak to, że słowo „poetka” wciąż ją onieśmiela.

‍

„Nie lubię mówić o sobie POETKA. Czuję się też zażenowana, gdy ktoś inny tak mnie nazywa. Ja po prostu piszę wiersze. A czy jestem poetką? Nie wiem”.

‍

„Poezja to życie”

‍

Dla Lucyny poezja nie jest ozdobnikiem ani literacką kategorią. Jest sposobem istnienia.

‍

„Poezja to życie. Po prostu. To sposób odbierania tego wszystkiego, co wokół. Ale i tego, co w środku, we mnie, w innych. To emocje, uczucia, doznania, marzenia, pragnienia. To przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. To widzialne i niewidzialne. To cielesne i duchowe. Poezja to WSZYSTKO”.

‍

Według niej nie można nauczyć się bycia poetą, ale można rozwijać technikę.

‍

„Nie można nauczyć się bycia poetą. Ale za to można nauczyć się techniki pisania wierszy. Można obudzić w sobie poetę. Przypomnieć sobie o tym. To tak jak budzenie w sobie dziecka”.

‍

Pogoda ducha i ciężar tematów

‍

Lucyna wydaje się osobą pogodną, pełną humoru i ciepła. Jej wiersze często dotykają jednak śmierci, przemijania, winy, żałoby i rzeczy ostatecznych.

‍

„Mam to szczęście, że jestem zodiakalnym Bliźniakiem. Tym sobie tłumaczę swoją podwójną osobowość. Lepsze to niż rozdwojenie jaźni, prawda?”

Po chwili dodaje już poważniej:

‍

„Równocześnie jestem radosna, pogodna, optymistyczna bardzo, towarzyska, a zarazem czuję głęboki smutek, alienację, wyobcowanie. U mnie to nie są dni, momenty, które przychodzą i odchodzą. Ja mam to w sobie cały czas. I jedno, i drugie”.

‍

Wiersze są dla niej sposobem radzenia sobie z rzeczywistością.

‍

„Z wieloma rzeczami, nawet czasem trudnymi, radzę sobie, pisząc wiersze radosne, śmieszne, satyry. To mój sposób, intuicyjny często, na radzenie sobie z rzeczywistością”.

‍

Ale są też sprawy, które bolą zbyt mocno.

„Boli i dręczy mnie mnóstwo spraw. Także moich własnych. Chyba każdy ma jakieś trupy w szafie, demony, które go prześladują, prawda? Mam i ja”.

‍

Inspiracje: życie, sny, ludzie i przymus pisania

‍

Lucyna nie czeka na wenę w klasycznym znaczeniu. Częściej mierzy się z brakiem czasu niż brakiem pomysłów.

‍

„Mam tak intensywne życie, że całe dni mam wypełnione na maksa i raczej czuję brak czasu na pisanie, a nie brak weny”.

‍

Inspiracją jest dla niej życie: podróże, pielgrzymki, święta, rozmowy, ludzie, emocje.

‍

„Niektóre moje wiersze to rodzaj mojej prywatnej kozetki, dzięki której radzę sobie ze swoimi problemami, dylematami, emocjami”.

‍

Czasem jednak pisanie przychodzi nagle i nie daje wyboru.

„Czasami nagle czuję tak silną potrzebę napisania jakiegoś wiersza, że zdarza mi się wstawać w nocy z przymusu jakiegoś dziwnego. Albo mam jakiś sen, który mnie zmusza do opisania doznanych w nim emocji”.

‍

Warsztat i prawda

‍

Lucyna mówi o sobie jako o samouku. Uczyła się poprzez czytanie, pisanie i warsztaty poetyckie.

‍

„Jestem samoukiem, jeśli o warsztacie mowa. Oczywiście próbuję poprawiać swój sposób pisania i na pewno jest on inny niż na początku mojej przygody z poezją”.

‍

Nie przywiązuje się do jednej formy.

„Piszę zarówno wiersze białe, jak i rymowane. A w grupie rymowanych też mam chyba cały wachlarz form”.

‍

Najważniejsza jest jednak treść.

„Nie wiem, czy jest to moją wadą, czy zaletą, ale ważniejsze dla mnie jest to, co piszę, a nie jak. Treść nad formą”.

I szczerość.

‍

„Nie zgodzę się nigdy z oskarżeniami o nieszczerość w moich wierszach. Tego w nich nie ma. Tam jest prawda. Moja prawda, ale prawda”.

‍

Kobieca i męska poezja?

‍

Lucyna nie lubi szufladkowania.

„Nie sądzę, że sposób pisania zależy od płci. Sposób pisania zależy od sposobu postrzegania świata, szeroko pojętego. Od wrażliwości. Od upodobań. Od doświadczeń”.

‍

Przyznaje jednak, że temat jest ciekawy.

„Poezja kobieca i męska? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale to ciekawe w sumie. Czy bez podania autora jesteśmy w stanie odgadnąć, jakiej jest płci?”

‍

Czego unika?

‍

Nie tematów — raczej środków.

„Nie ma niczego, czego bym unikała. Są jedynie tematy, na które nie mam ochoty pisać”.

‍

Nie stosuje jednak wulgaryzmów, obrażania i przesadnego szokowania.

„To są te same elementy, których unikam na co dzień, czyli: wulgaryzmy, obrażanie, zbytnie szokowanie. Tyle że ja tych rzeczy nie unikam… ja ich nie stosuję, po prostu”.

‍

„Gonię za dobrym wierszem”

‍

Lucyna długo pracuje nad tekstem, dopóki nie poczuje, że jest w nim jej prawda.

„Nigdy nie zostawiam wiersza, jeśli nie jestem z niego zadowolona. Pochylam się nad nim tak długo, aż uznam, że napisałam to, co chciałam”.

‍

Nie znaczy to jednak, że uważa swoje wiersze za dobre.

„Nie uważam, że moje wiersze są dobre. I nie jest to fałszywa skromność. Ciągle wydaje mi się, że gonię za dobrym wierszem. A on mi umyka”.

‍

Tak było również z „Ostatnim spacerem”.

‍

„Jest to wiersz bardzo ważny dla mnie, bardzo mi bliski. Ale to, co się wokół niego wydarzyło, przerosło moje możliwości rozumienia”.

‍

Twórcy bliscy sercu

‍

Wśród poetów ważnych dla Lucyny pojawiają się Baczyński, Leśmian, Pawlikowska-Jasnorzewska, Ryszard Szociński i Jan Rybowicz. Szczególne miejsce zajmuje też Krzysztof Myszkowski ze Starego Dobrego Małżeństwa.

‍

„Jego twórczość towarzyszyła mi zarówno w radosnych, jak i dramatycznych momentach mojego życia. Zawdzięczam mu także powrót do pisania po czternastoletniej przerwie”.

‍

Ważny duchowo jest dla niej również ks. Jan Kaczkowski.

‍

„Tak, Jego chyba mogłabym nazwać niedoścignionym wzorem duchowym”.

‍

Debiut i internet

‍

Według Lucyny nie ma jednej dobrej odpowiedzi na pytanie o najlepszy moment debiutu.

‍

„Może wtedy, kiedy czujesz, że to już? Że jesteś gotowa? Że chcesz podzielić się tym, co stworzyłaś z innymi?”

‍

Internet daje dziś szybki start, ale niesie też ryzyko.

„Równie szybko jak pochwały, mogą spłynąć na debiutanta słowa krytyki, i to dużo bardziej okrutne, niż ktokolwiek odważyłby się wypowiedzieć w realnym świecie”.

‍

© Lucyna Angermann

‍

Konkurencja? Nie istnieje

‍

Lucyna nie boi się tego, że dziś „każdy może być poetą”.

„Wręcz przeciwnie. Uważam, że to bardzo dobrze, że każdy może spełniać swoje marzenia o tworzeniu”.

‍

Nie traktuje innych piszących jak rywali.

„Nie boję się konkurencji, ponieważ nie uznaję innych piszących za konkurencję. To tak, jakbyś mnie zapytała, czy jestem zazdrosna o to, że inni też kochają”.

‍

Najważniejsze jest tworzenie z potrzeby serca.

„W sztuce nie wolno oszukiwać, kłamać”.

‍

Książki z dzieciństwa

‍

Na pytanie o książkę, której nigdy nie zapomni, odpowiada kilkoma tytułami.

‍

„Mogę wybrać dwie? ‘Mio, mój Mio’ Astrid Lindgren oraz ‘O psie, który jeździł koleją’ Romana Pisarskiego. Ale i ‘Anielka’ Bolesława Prusa, tyle że jedynie fragment o psie Karusku”.

Jej wybory wiele mówią o dziecięcej wyobraźni i empatii.

‍

„Moja Mama do tej pory wspomina, że zbierałam chore ptaszki, a jeśli znalazłam martwe, to im pogrzeby urządzałam”.

‍

Portale literackie

‍

To właśnie internetowe grupy poetyckie pomogły jej pokazać wiersze szerzej.

‍

„Dzięki portalom literackim, grupom poetyckim, odważyłam się na pokazanie moich wierszy szerszej publiczności”.

‍

Ale ostrzega przed bezkrytycznym zaufaniem.

„Słuchać, czerpać, ale i mieć własny rozum. Jak we wszystkim”.

‍

Bóg, duchowość i odpowiedzialność

‍

Wiara zajmuje w jej życiu bardzo ważne miejsce.

‍

„Nie mogę i nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy ludziom XXI wieku relacja z Bogiem, wiara jest potrzebna. Mogę odpowiedzieć za siebie. Mnie to jest potrzebne, we mnie jest na to miejsce. Powiem więcej — nie wyobrażam sobie życia bez tego”.

‍

Duchowość znajduje ujście także w wierszach.

‍

„Piszę o tym, żeby pomóc sobie samej, a jeśli komuś innemu także, to chwała Bogu”.

‍

Najbardziej poruszają ją wiadomości od czytelników.

„Pewien pan napisał raz, że po przeczytaniu wiersza ‘Moja córka’ najpierw długo płakał, a potem poczuł ulgę, bo dzięki niemu wreszcie poradził sobie z żałobą po stracie syna”.

‍

I wtedy przychodzi świadomość ciężaru słowa.

„Wtedy czuję największy ciężar odpowiedzialności za to, co publikuję”.

‍

Obnażenie w poezji

‍

Lucyna nie ucieka od słowa „obnażenie”.

„Oczywiście, że obnażam się w swoich wierszach. O prawdzie w poezji już pisałam — musi być”.

‍

Nawet fikcja wymaga od autora wiary w to, co tworzy.

„Ja, nawet pisząc moje legendy czy baśnie, wierzę w nie, widzę je. Fikcyjne postaci ożywają, są sobą, ja je tylko opisuję”.

‍

„Ostatni spacer”

‍

Najbardziej poruszająca część rozmowy dotyczy wiersza „Ostatni spacer”, poświęconego matce prowadzącej dziecko do komory gazowej w Auschwitz.

‍

„Kiedy pisałam wiersz ‘Ostatni spacer’, opisujący rozmowę Matki odprowadzającej małą Córeczkę do komory gazowej w Auschwitz, na chwilę stałam się tą kobietą”.

‍

Pisała i płakała. „Mogłam nie pisać… Wiem… Ale MUSIAŁAM”.

Popularność wiersza była dla niej trudna.

‍

„Im bardziej ten wiersz stawał się popularny w sieci, i nie tylko, tym bardziej było mi wstyd. Nie za wiersz. Za siebie, że się ośmieliłam o tym pisać”.

‍

Później dodaje:

„Nie jest to wiersz o konkretnej osobie, to hołd złożony wszystkim Matkom, które straciły dzieci w niemieckich obozach zagłady”.

‍

Radość z małych rzeczy

‍

Lucyna mówi, że życie nauczyło ją dostrzegać to, co pozornie zwyczajne.

„Za dużo w życiu mi odebrano, by nie dostrzegać tego, co mam”.

‍

Radość daje jej spotkanie z bliskimi, samotność, las, góry, książka, herbata, koncert SDM-u.

‍

„Widzę, czuję, mówię, chodzę, jem, piję… cieszy mnie to”.

‍

I jeszcze jedno zdanie, które dobrze ją opisuje:

„Po każdej burzy MUSI w końcu wyjść słońce. I tym słońcem się cieszę”.

‍

Misja sztuki

‍

Czy poezja ma misję? Lucyna odpowiada bez wahania. „Każdy rodzaj sztuki ma. Zamierzoną bądź nie, ale ma”.

‍

Gdyby mogła wybrać misję własnych wierszy, byłaby to nadzieja. „Chciałabym, żeby niosły nadzieję”.

‍

Słowo, które może ocalić

‍

Dla Lucyny słowo jest siłą. „Słowo ma niesamowitą moc, ogromną siłę. Siłę tworzenia, ale i siłę niszczenia”.

Największą krzywdą można jej zdaniem zabić w człowieku nadzieję.

‍

„Największą chyba zbrodnią, jaką można popełnić wypowiedzianym słowem, jest zabicie w drugim człowieku nadziei”. Ale słowo potrafi też ocalać.

„Na szczęście ma też moc dawania tej nadziei”.

‍

Wydawanie tomików

‍

Lucyna mówi otwarcie, że wydanie poezji nie jest łatwe.

‍

„Nie oszukujmy się, że łatwo znaleźć wydawcę, który zechce zaryzykować wydanie wierszy początkującego, nieznanego nikomu poety”.

‍

Dlatego korzystała z małych wydawnictw i sama zajmowała się promocją oraz sprzedażą.

‍

„Nie chcę z mojego pisania robić biznesu. Bałabym się stracić serce do pisania w takiej sytuacji”.

‍

Konkursy

‍

Udział w konkursach ma sens, ale tylko wtedy, gdy temat jest bliski.

‍

„Warto, jeśli tematycznie są nam bliskie. Nigdy nie brałam udziału w konkursach, które byłyby mi obce”. Nie chodzi tylko o nagrody.

„Warto brać w nich udział nie dla samego wygrywania, choć to jest bardzo miłe, ale przede wszystkim dla poczucia bycia częścią czegoś pięknego, ważnego”.

‍

Wiersze jako dialog

‍

Lucyna zgadza się, że jej poezja jest rozmową. „Ja po prostu pytam… pytam siebie, pytam innych, pytam świat, pytam Boga. No i próbuję sama odpowiadać. Albo ‘usłyszeć’ odpowiedź”.

Jej wiersze są dialogiem z widzialnym i niewidzialnym. „W wielu przypadkach jestem zarówno adwokatem, jak i oskarżycielem. Jestem ZA i PRZECIW”.

‍

Żaba Lucjan

‍

Drugą, lżejszą twarzą twórczości Lucyny jest Żaba Lucjan. „Lucjan to Żaba bieszczadzka, która przyjechała do mnie właśnie stamtąd”.

Powstał z kamienia wyłowionego w Sanie i pomalowanego przez artystkę Ewę Nuckowską Semko.

‍

„Nazawałam go zatem Lucjan — od mojego imienia — i napisałam pierwszy rymowany wierszyk o jego drodze do mnie. I tak się zaczęło”.

Lucjan szybko zdobył fanów.

‍

„Lucjan ze sławą radzi sobie doskonale, bo w przeciwieństwie do mnie uwielbia blask fleszy, gwiazdorzenie, scenę, paparazzich”.

‍

Dzieci i młodzież

‍

Lucyna podkreśla, że nie planowała pisania dla dzieci. „Nie było pomysłu, żeby pisać dla dzieci. To stało się jakoś tak samo”.

Dzieci same wybrały sobie część jej twórczości.

‍

„Pisząc, nie nastawiam się, do jakiej grupy czytelników one trafią. To czytelnicy wybierają, które wiersze są dla nich”.

‍

Spotkania z najmłodszymi są dla niej wyjątkowe. „Dzieci są tak szczere, tak prawdziwe, że obcowanie z nimi uczy mnie przede wszystkim pokory”.

‍

Dwie Lucyny

‍

Na pytanie, która Lucyna jest jej bliższa — poważna czy wesoła — odpowiada: „Obydwie jednakowo”. Nie są to dwie role, lecz dwie równoczesne części osobowości.

„To nie jest tak, że raz jestem taka, a raz taka. Jestem taka i taka. Równocześnie”.

‍

Bruksela i tęsknota

‍

Bruksela nie jest dla niej źródłem weny sama w sobie. Bardziej działa odległość od Polski. „Sprzyja nie tyle Bruksela, ile życie z dala od Ojczyzny. Tutaj powstaje większość wierszy związanych z moją tęsknotą za krajem, za rodziną, przyjaciółmi”.

‍

Najwięcej wierszy o Bieszczadach napisała właśnie z dala od nich. „Będąc tam na miejscu, nie napisałam żadnego wiersza. Nie miałam na to czasu, bo tak cudowne momenty tam przeżywałam”.

‍

Skromność i etykieta poetki

‍

Lucyna nadal nie lubi nazywać siebie poetką.

‍

„Nie ma czegoś takiego jak skromność poety. Jest skromność człowieka, po prostu”.

I dodaje: „Ja nie lubię siebie nazywać poetką. Niech to pozostanie w mocy czytelników. Ja kocham pisać. I na tym chcę poprzestać”.

‍

Czy poezja może zmienić świat?

‍

Według Lucyny sztuka nie zmienia świata wprost, ale łagodzi jego okrucieństwo.

‍

„Sztuka, ogólnie pojęta, jest misją i jest światu potrzebna. Nie zmienia świata, ale pomaga złagodzić okrucieństwa ludzi”.

‍

Daje człowiekowi zatrzymanie.

‍

„Pozwala być TU i TERAZ, w tym konkretnym momencie”.

‍

Dom rodzinny i korzenie

‍

Faściszowa pozostaje dla niej miejscem najważniejszym.

„Wszystko, co mnie w życiu spotkało, miało i ma wpływ na mnie całą, a więc także na mnie — piszącą”. Dom dał jej moralny fundament.

„Mój dom rodzinny to przeciętny, wiejski, prosty dom, gdzie ważny był i jest: Bóg, zasady moralne, praca, lojalność”.

‍

Młodzież i „Poetycki Underground”

‍

Jej wiersze trafiły do projektów teatralnych młodzieży związanej z Tarnowem.

„Ogromny to był dla mnie zaszczyt i wyróżnienie, że wybrano m.in. moje wiersze do powyższych projektów”.

‍

Najbardziej cieszy ją głód sztuki u młodych.

„Młodzi są głodni poezji, sztuki. Szukają swoich dróg, swoich własnych sposobów wyrażania siebie”.

‍

Tatuaż i powrót do życia

‍

Lucyna ma tatuaż, choć kiedyś twierdziła, że nigdy go nie zrobi. „Znalazłam motyw, który ma dla mnie ogromne, niejednoznaczne znaczenie”.

Jest związany z koncertem Starego Dobrego Małżeństwa z 15 października 2016 roku.

‍

„Podczas brukselskiego koncertu SDM-u coś się we mnie odblokowało. O tym przypomina mi ten tatuaż”.

‍

Ślad po sobie

‍

Na pytanie, jaki ślad chciałaby zostawić, odpowiada bardzo jasno.

‍

„Chciałabym napisać wiersz, który trafi prosto w serca czytelników i tam pozostanie na zawsze”. I dodaje:

„Chciałabym napisać wiersz nieśmiertelny. I to byłby ten ŚLAD, który chcę po sobie pozostawić”.

‍

Marzenia

Na koniec mówi najprościej: „Pisać, pisać, pisać… i zawsze czuć głód tworzenia jeszcze, i ciągle, i więcej, i wciąż”. Bo największy lęk dotyczy nie braku sukcesu, lecz braku wewnętrznego życia.

‍

„Boję się, że jeśli już nie będę mieć o czym pisać, to moje życie się skończy. Najgorzej być martwym”.

‍

‍

‍

Ciekawostki

FAQ

Czy dostęp do portalu jest darmowy?

Icon

Jak mogę zgłosić temat lub wydarzenie?

Icon

Czy mogę opublikować artykuł o moich usługach?

Icon

Artykuł redakcyjny, a artykuł sponsorowany?

Icon

Jak często wysyłacie newsletter i co w nim znajdę?

Icon

Czy Nowinki obejmują tylko Belgię?

Icon

Omiń algorytmy.
Czytaj to, co ważne.

Najważniejsze informacje ze świata biznesu, technologii i życia Polonii w Beneluksie. Bez szumu, prosto na Twoją skrzynkę.