Omiń algorytmy.
Czytaj to, co ważne.
Najważniejsze informacje ze świata biznesu, technologii i życia Polonii w Beneluksie. Bez szumu, prosto na Twoją skrzynkę.

© Martyna Bednarz
Emigracja, rozłąka z dziećmi, trudne decyzje i próba odbudowania życia od podstaw. Dla Martyny Bednarz droga do literatury nie zaczęła się od marzenia o pisarskiej karierze, lecz od potrzeby poradzenia sobie z emocjami.
Dziś polska autorka mieszkająca w Belgii tworzy thrillery, książki dla dzieci i poezję, angażuje się w promocję polskiej kultury na emigracji oraz pracuje nad projektem, który ma wspierać niezależnych pisarzy. W rozmowie z Nowinki Magazine opowiada o cenie życiowych wyborów, kulisach rynku wydawniczego, solidarności Polonii i planach, które wykraczają daleko poza granice jednego kraju.
Za każdą emigracyjną historią stoją decyzje, których konsekwencje potrafią towarzyszyć człowiekowi przez całe życie. W przypadku Martyny Bednarz wyjazd z Polski był związany z problemami finansowymi prowadzonej przez nią działalności gospodarczej.
Zanim trafiła do Belgii, rozwijała firmę New Gifts, która początkowo funkcjonowała jako agencja reklamowa. Trudności ekonomiczne sprawiły jednak, że musiała poszukać nowej drogi.
Nazywam się Martyna Bednarz, jestem pisarką i autorką książek. Moja historia z Belgią zaczęła się w momencie, kiedy w Polsce prowadziłam własną firmę – New Gifts, która początkowo funkcjonowała jako agencja reklamowa. Niestety, przedsięwzięcie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów i z czasem sytuacja ekonomiczna stała się na tyle trudna, że musiałam podjąć decyzję o wyjeździe za granicę.
Wyjazd oznaczał nie tylko zmianę kraju i konieczność odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Wiązał się również z rozpadem małżeństwa oraz rozłąką z synami, którzy pozostali w Polsce.
Nie była to decyzja łatwa. Problemy finansowe firmy sprawiły, że musiałam wybierać między sercem a rozumem i szukać możliwości rozpoczęcia życia na nowo. Jedną z konsekwencji tej sytuacji była również decyzja o rozwodzie.
Najtrudniejszym aspektem mojego wyjazdu była rozłąka z dwoma synami, którzy pozostali w Polsce z ojcem. Do dziś utrzymujemy kontakt i staramy się być obecni w swoim życiu, mimo dzielącej nas odległości. Czasami wracam myślami do przeszłości i zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym wtedy podjęła inne decyzje.
To doświadczenie stało się częścią osobistej historii autorki, a emocje związane z życiowymi zmianami z czasem znalazły ujście w literaturze.
Martyna Bednarz nie planowała literackiej kariery. Pisanie pojawiło się w jej życiu jako sposób na uporządkowanie emocji, których nie potrafiła wyrazić inaczej.
Debiutancki thriller „Zwierciadło kata” był dla niej czymś znacznie bardziej osobistym niż pierwszą próbą wejścia na rynek wydawniczy.
Nigdy nie myślałam o sobie jako o autorce. Moja pierwsza książka, Zwierciadło kata, była dla mnie czymś w rodzaju osobistego terapeuty. Miejscem, w którym mogłam schować emocje, odciąć się od rzeczywistości i dać przestrzeń temu wszystkiemu, co we mnie buzowało — złości, bólowi, agresji, chaosowi i zagubieniu. Dziś widzę, że te emocje są bardzo prawdziwe i właśnie dlatego tak mocno wybrzmiewają na kartach tej książki.
Publikacja tak osobistej historii wymagała odwagi. Dziś pisarka przyznaje, że patrzy na tamten etap z innej perspektywy, ale nie żałuje swojej szczerości.
Wydanie tego thrillera wymagało ode mnie odwagi. Z perspektywy lat wiele rzeczy napisałabym inaczej, bo sama również się zmieniłam. Nigdy jednak nie żałowałam, że pozwoliłam sobie wtedy na tę szczerość.
Kiedy więc po raz pierwszy pomyślałam o sobie jako o autorce? Chyba nie było jednego takiego momentu. To życie poprowadziło mnie w tę stronę. Najpierw była potrzeba wyrzucenia z siebie emocji, potem słowa, a w końcu książka. Przypadek, intuicja, a może po prostu coś, w czym nieświadomie odnalazłam samą siebie. Dopiero z czasem zrozumiałam, że pisanie może być czymś więcej niż ucieczką — może stać się moją drogą.
Twórczość Martyny Bednarz trudno zamknąć w jednym gatunku. Po debiucie utrzymanym w mrocznej atmosferze przyszedł czas na literaturę dziecięcą, a także poezję.
Zmiana nie była przypadkowa. Jak podkreśla autorka, jej książki odzwierciedlają kolejne etapy życia i towarzyszące im emocje.
Trudno mi jednoznacznie określić tematykę mojej twórczości, ponieważ piszę w różnych stylach. Mój pierwszy thriller powstał z emocji, które wówczas mi towarzyszyły. To właśnie w tej historii najłatwiej było mi się odnaleźć i przelać na papier to, co nosiłam w sobie. Później, kiedy moja sytuacja życiowa zaczęła się poprawiać, pojawił się pomysł na książkę dziecięcą „Ululu”. Pomyślałam, że chcę wejść również w tę pozytywną stronę wyobraźni i pokazać czytelnikom, że nie patrzę na świat wyłącznie przez pryzmat trudnych emocji.
Szczególnie zapadło jej w pamięć spotkanie z czytelniczką, która po lekturze jednej z książek zadała zaskakujące pytanie.
Pamiętam, jak kiedyś podeszła do mnie pewna pani i zapytała: „Pani Martyno, czy naprawdę życie jest takie straszne?”. Odpowiedziałam sobie wtedy, że przecież nie. Życie jest w dużej mierze takie, jakim widzimy je własnymi oczami. W tamtym okresie ja widziałam je właśnie w ten sposób, a moje książki były odzwierciedleniem tego, co przeżywałam.
To doświadczenie przypomniało autorce, jak łatwo odbiorcy mogą utożsamiać twórcę z emocjami przedstawionymi w jego książkach.
Bednarz podkreśla jednak, że literatura nie musi być ograniczona do jednego stylu ani jednego sposobu opowiadania o świecie.
Myślę, że właśnie dlatego piszę w różnych stylach. Powstała również poezja, pełna refleksji, nostalgii i emocji. Każdy z nas przechodzi przez różne etapy, a wraz z nimi zmienia się nasza wrażliwość i sposób patrzenia na świat. Dla mnie pisarstwo to nie tylko opowiadanie historii, ale przede wszystkim przekazywanie tego, co naprawdę się czuje. Uważam, że żeby dać czytelnikowi coś prawdziwego, trzeba najpierw odnaleźć to w sobie.
Nie chcę, żeby czytelnicy utożsamiali mnie wyłącznie z jednym gatunkiem czy z emocjami zawartymi w konkretnej książce. To są historie, które niosą określony przekaz, ale nie definiują całego mojego spojrzenia na życie. Każdy rozdział naszego życia jest inny i być może właśnie dlatego moja twórczość również nieustannie się zmienia.
Wydanie pierwszej książki często kojarzy się z przełomem w życiu autora. Dla Martyny Bednarz było spełnieniem ważnego celu, ale również początkiem trudnej nauki funkcjonowania na rynku wydawniczym.
Początkowo wierzyła, że obecność książki w znanej sieci sprzedaży zapewni jej dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Szybko przekonała się jednak, że rzeczywistość początkującego pisarza wygląda inaczej.
Po wydaniu pierwszej książki, Zwierciadła kata, zderzyłam się z rzeczywistością, która mocno zweryfikowała moje wyobrażenia o rynku wydawniczym. Wzięłam na siebie zbyt duży nakład, wierząc, że samo wydanie książki otworzy mi drzwi do świata literatury. Kiedy usłyszałam od wydawnictwa o współpracy z Empikiem, pomyślałam, że świat stoi przede mną otworem. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Zrozumiałam, że początkujący autor musi nie tylko pisać, ale też sam szukać dla siebie miejsca, czytelników i możliwości zaistnienia.
Rozczarowanie wpłynęło również na tempo kolejnych publikacji. Między debiutem a książką „Ululu” upłynęło kilka lat.
Z perspektywy czasu autorka dostrzega jednak coś, co okazało się ważniejsze od początkowych niepowodzeń: ludzi gotowych dzielić się doświadczeniem i wspierać innych twórców.
Przez pewien czas towarzyszyło mi rozgoryczenie, co pewnie widać również po tym, że Ululu ukazało się dopiero trzy lub cztery lata po Zwierciadle kata. Z czasem jednak odkryłam, jak ogromne znaczenie mają ludzie, którzy tworzą przestrzeń dla literatury, organizują spotkania i wspierają początkujących twórców. Sama spotkałam na swojej drodze osoby, którym jestem wdzięczna za każdą radę i każdą wskazówkę. To właśnie dzięki takim spotkaniom człowiek rozwija się nie tylko jako autor, ale też jako człowiek.
Dziś właśnie współpracę, a nie rywalizację, uważa za jeden z fundamentów zdrowego środowiska literackiego.
Dziś wiem jedno: pisarze powinni się wspierać, niezależnie od doświadczenia czy gatunku, w którym tworzą. Każdy kiedyś zaczynał i każdy zasługuje na szansę, by jego głos został usłyszany. I myślę, że właśnie to jest jedna z najważniejszych lekcji, jakie wyniosłam z wydania pierwszej książki.
Jednym z istotnych projektów autorki jest „Ululu”, książka dziecięca, poprzez którą chce mówić o wartościach ważnych zarówno dla najmłodszych, jak i dorosłych.
Empatia, szacunek, uważność i umiejętność rozumienia emocji stanowią podstawę tej literackiej koncepcji.
Pomysł na projekt dla dzieci pojawił się naturalnie, z potrzeby opowiedzenia o świecie w nieco inny sposób — poprzez wyobraźnię, emocje i wartości, które są dla mnie ważne. Ululu stało się przestrzenią, w której mogę mówić o empatii, uważności i szacunku do siebie oraz innych.
Dla Bednarz przejście od thrillera do opowieści dla dzieci nie oznacza porzucenia dotychczasowego stylu. To raczej wykorzystanie innego języka do opisywania ludzkich doświadczeń.
Nie traktuję mrocznej powieści i literatury dziecięcej jako dwóch skrajności, które się wykluczają. Dla mnie to po prostu różne języki opowiadania o emocjach. Nie ograniczam się do jednego gatunku, bo piszę intuicyjnie, podążając za tym, co w danym momencie we mnie dojrzewa. I być może właśnie ta różnorodność jest moją największą siłą jako autorki.
Życie w Belgii pozwoliło pisarce spojrzeć na czytelnictwo również z perspektywy emigracji.
Podczas spotkań autorskich i zajęć organizowanych dla dzieci obserwuje, z jakimi wyzwaniami mierzą się najmłodsi Polacy dorastający poza ojczyzną.
Jednym z najważniejszych problemów, na które zwraca uwagę, jest utrzymywanie znajomości języka polskiego.
Jeśli chodzi o czytelnictwo na emigracji, widzę różnicę między dorosłymi a dziećmi. U najmłodszych dużym wyzwaniem jest utrzymanie języka polskiego, ponieważ na co dzień uczą się w szkołach niderlandzkich lub francuskich, a polskie szkoły często mają zajęcia tylko raz w tygodniu.
Sama prowadzi zajęcia autorskie oparte na „Ululu”, wykorzystując literaturę do rozwijania języka oraz wzmacniania więzi dzieci z polską kulturą.
Prowadząc autorskie zajęcia dla dzieci na podstawie mojej książki Ululu w szkołach, widzę, jak ważne jest wspieranie najmłodszych w rozwijaniu języka polskiego i pielęgnowaniu więzi z ojczystą kulturą. To doświadczenie utwierdza mnie w przekonaniu, że polska oświata za granicą potrzebuje znacznie większego wsparcia.
Zdaniem autorki odpowiedzialność za zachowanie języka ojczystego nie powinna spoczywać wyłącznie na rodzinach i lokalnych inicjatywach polonijnych.
Uważam, że polskie szkoły za granicą potrzebują większego wsparcia ze strony polskiej oświaty. Wiele z nich funkcjonuje głównie dzięki zaangażowaniu rodziców. Tym bardziej trudno mi zrozumieć, dlaczego wsparcie dla tych placówek jest tak ograniczone, skoro należymy do Unii Europejskiej.
Bednarz przypomina również, że emigranci pozostają częścią polskiego społeczeństwa, utrzymując więzi rodzinne, gospodarcze i kulturowe z ojczyzną.
Polacy mieszkający za granicą nadal wspierają swoją ojczyznę. Utrzymują rodziny w Polsce, odwiedzają kraj i wydają tam swoje pieniądze, przyczyniając się również do rozwoju polskiej gospodarki. Dlatego troska o język polski i edukację młodego pokolenia za granicą powinna być ważnym elementem tej wzajemnej więzi.
Jej apel dotyczy przede wszystkim długofalowej troski o tożsamość kolejnych pokoleń Polaków mieszkających poza krajem.
I jeszcze raz podkreślę: wstępując do Unii Europejskiej, nie powinniśmy skupiać się wyłącznie na obecności na arenie politycznej, ale również pokazywać, jak ważna jest dla nas polska oświata i edukacja kolejnych pokoleń. Nie możemy pozostawiać polskich dzieci za granicą samym sobie. Powinniśmy wspierać je w pielęgnowaniu języka ojczystego i polskiej kultury, bo one również są częścią naszej narodowej tożsamości.
W przypadku dorosłych czytelników autorka dostrzega inne wyzwania. Tempo codziennego życia, obowiązki zawodowe i rozwój technologii wpływają na sposób korzystania z literatury.
Jeśli chodzi o dorosłych, mam wrażenie, że czytających nadal jest zbyt mało. Często słyszę, że ludzie nie mają czasu, choć chętnie posłuchaliby audiobooka. Żyjemy szybko, a technologia zmienia sposób, w jaki docieramy do odbiorców.
Dla niezależnego pisarza oznacza to konieczność nieustannego poszukiwania nowych sposobów dotarcia do odbiorców.
Nie wystarczy już napisać i wydać książki. Trzeba również promować ją w mediach społecznościowych, uczestniczyć w wydarzeniach i budować bezpośrednie relacje z czytelnikami.
Tym bardziej ogromną radością jest dla mnie każdy czytelnik. Doceniam każdego, absolutnie każdego, kto sięga po moją książkę, poświęca jej swój czas i chce poznać mój świat. Dzisiaj samo napisanie książki nie wystarczy. Muszę również zajmować się mediami społecznościowymi i samodzielnie promować swoją twórczość. Przyznam szczerze, że jest w tym dla mnie pewna niesprawiedliwość. Zawsze wydawało mi się, że książka powinna bronić się przede wszystkim swoją treścią, a tymczasem w dzisiejszych czasach autor musi być również swoim własnym promotorem.
Największą nagrodą pozostają dla niej jednak spotkania z ludźmi.
To nie jest łatwe, ale właśnie dlatego jeszcze bardziej doceniam każdego człowieka, który zatrzyma się przy moim stoisku, porozmawia ze mną, kupi książkę czy zechce zrobić wspólne zdjęcie. Kiedy przychodzą trudniejsze chwile, wracam do tych zdjęć i przypominam sobie, dlaczego piszę.
Nie chce też oceniać całej społeczności emigracyjnej wyłącznie przez pryzmat liczby sprzedanych egzemplarzy.
Dlatego trudno mi wydać jednoznaczny werdykt na temat czytelnictwa na emigracji. Wiem jednak jedno: za każdym czytelnikiem stoi człowiek, który podarował mojej twórczości swój czas i uwagę. I za to jestem naprawdę wdzięczna.
Choć emigracja bywa kojarzona z samotnością i koniecznością samodzielnego radzenia sobie z trudnościami, Martyna Bednarz dostrzega w środowiskach polonijnych ogromny potencjał współpracy.
Szczególnie ceni osoby, które organizują wydarzenia kulturalne, promują twórców, integrują społeczności i pomagają rozwijać lokalne przedsięwzięcia.
Solidarność w środowisku emigracyjnym oceniam bardzo pozytywnie, bo widzę, jak wiele osób działa z własnej inicjatywy, tworząc wydarzenia, promując autorów, artystów i lokalne biznesy. Mogłabym wymienić mnóstwo osób: Agnieszkę Małko z Art Hobby, Jagodę Dugołęcką organizującą wydarzenia w Domu Łódzkim, Aleksandrę Wajszczuk organizującą spotkania kobiet i gale kobiet przedsiębiorczych, Agnieszkę Kuchnię-Wołosiewicz z Anglii czy panią Beatę, organizatorkę targów w Oldham. Nie zapominam też o dziewczynach z Wykreowane, z którymi współpracowałam na początku swojej drogi.
Wśród przykładów wspomina również przedsiębiorców, których działalność uzupełnia ofertę polonijnych wydarzeń.
Chciałabym wspomnieć również o Magdzie i Mariuszu Połockich, którzy prowdzą firmę z zapiekankami, prawdopodobnie pod nazwą Petit Baguette. To kolejny przykład tego, jak różne pasje i pomysły łączą ludzi na emigracji. Jedni oferują książki, inni rękodzieło, a jeszcze inni dbają o to, żeby podczas wydarzeń nikt nie wyszedł głodny. I właśnie ta różnorodność jest w tym wszystkim piękna!
W jej ocenie właśnie takie inicjatywy sprawiają, że polonijne środowiska mogą stać się przestrzenią wzajemnej pomocy, a nie tylko okazjonalnych spotkań.
Za literackimi sukcesami kryje się również mniej widoczna strona pracy autora: koszty wydania książek, promocja, dystrybucja i konieczność budowania rozpoznawalności.
Martyna Bednarz nie ukrywa, że twórczość literacka może być kosztownym przedsięwzięciem, zwłaszcza na początku kariery.
Uważam, że pisanie to chyba jedno z najdroższych hobby na świecie. (śmiech) Oczywiście, wszystko zależy od punktu widzenia, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla mnie, jako autorki, która przygotowuje już swoją szóstą publikację, to wciąż nauka, rozwój i odkrywanie nowych możliwości. Z każdym dniem pojawiają się kolejne pomysły, a dzięki radom kolegów i koleżanek po piórze uczę się coraz lepiej promować swoje książki i docierać do czytelników. Myślę, że ogromne znaczenie ma to, jakich ludzi spotykamy na swojej drodze, czy potrafimy słuchać ich doświadczeń i czy jesteśmy gotowi wyciągać z nich wnioski.
Czy literatura może stać się źródłem utrzymania? Według pisarki jest to możliwe, ale wymaga czasu, konsekwencji i rozsądnego podejścia do finansów.
Czy można się z pisania utrzymać? Oczywiście, że tak, ale na początku na pewno nie jest to łatwe. I nie chcę nikomu wmawiać, że wygląda to inaczej. Osobom, które dopiero zaczynają, radziłabym, aby nie rezygnowały od razu ze swojej stałej pracy. Warto mieć zabezpieczenie finansowe, zanim pisanie zacznie przynosić regularne dochody. Jednym z największych błędów jest założenie, że wystarczy wydać książkę, a czytelnicy sami się pojawią. To tak nie działa. Trzeba budować swoją pozycję, zdobywać zaufanie odbiorców i pokazywać, że ma się im coś więcej do zaoferowania niż jedną publikację.
W planach literackich Martyny Bednarz znalazło się również miejsce dla szczególnego bohatera: jej psa o imieniu Gucci.
Autorka chce stworzyć serię dziecięcą inspirowaną codziennymi przygodami swojego pupila.
Pomysł na książki narodził się przy okazji wcześniejszego projektu literackiego.
A tak całkiem serio, po serii Ululu planuję stworzyć kolejną serię dziecięcą, tym razem właśnie o Guccim. Pomysł pojawił się między innymi dzięki opowiadaniu „Gucci i drewniana skrzyneczka”, które napisałam do projektu Międzygatunkowo. Tak bardzo spodobała mi się ta historia, że pomyślałam, iż chciałabym stworzyć coś więcej.
Nowa seria ma różnić się od fantastycznych opowieści. Autorka chciałaby wykorzystać fotografie i sytuacje zaczerpnięte z rzeczywistego życia.
Marzą mi się książki bardziej realistyczne, oparte na zdjęciach i codziennych sytuacjach. Bo wyobraźnia to nie tylko wymyślanie fantastycznych światów. Czasami wystarczy dobrze przyjrzeć się rzeczywistości, żeby znaleźć w niej materiał na piękną opowieść. W końcu historie z książek często mają swoje źródło w prawdziwym życiu, tylko czasem dodajemy im odrobinę koloru.
Martyna Bednarz aktywnie uczestniczy w wydarzeniach polonijnych organizowanych w różnych krajach Europy.
Z czytelnikami komunikuje się przede wszystkim przez Facebooka i Instagram, gdzie publikuje informacje o książkach, spotkaniach autorskich oraz kolejnych projektach.
Przede wszystkim w mediach społecznościowych, na Facebooku i Instagramie. To tam dzielę się swoją twórczością, informacjami o książkach i zapowiedziami wydarzeń, w których biorę udział. Facebook jest chyba moim głównym źródłem komunikacji z czytelnikami, dlatego jeśli ktoś chce wiedzieć, gdzie aktualnie jestem i co planuję, to właśnie tam najłatwiej mnie znaleźć.
Autorka eksperymentowała również z materiałami wideo, choć przyznaje, że pisanie pozostaje jej najbardziej naturalną formą komunikacji.
Mam też swój kanał na YouTube, na którym można zobaczyć reportaże i różne materiały. Przyznam jednak, że z tym projektem trochę kuleję. Chciałam spróbować, spróbowałam, ale chyba zdecydowanie lepiej czuję się w pisaniu. I tutaj zdradzę taką swoją słodką tajemnicę: dużo łatwiej jest mi wyrażać siebie pisemnie niż ustnie. Czasami mam wrażenie, że mój wewnętrzny głos układa zdania piękniej, niż potrafię je wypowiedzieć. Ja te zdania najpierw widzę w swojej głowie, zanim jeszcze pojawią się na kartce. W ciszy i skupieniu potrafię lepiej uchwycić myśl, emocje i to, co naprawdę chcę przekazać. Kiedy mówię, ten przekaz bywa zupełnie inny. Dlatego zdecydowanie łatwiej odpowiada mi się na pytania na piśmie niż przed kamerą czy podczas rozmowy. Pisanie daje mi przestrzeń, żeby pokazać siebie tak, jak naprawdę czuję.
Wśród wydarzeń, o których wspomina w rozmowie, znalazły się inicjatywy organizowane w Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Wskazuje między innymi na „Siłę Kobiet”, „Witaj Eindhoven”, spotkania w Brukseli i wydarzenia związane z polskimi tradycjami.
A jeśli chodzi o spotkania na żywo, to naprawdę sporo się dzieje! Belgia, Holandia, Anglia, Niemcy… W najbliższym czasie czekają mnie kolejne wydarzenia, między innymi listopadowe spotkanie u Jagody w Brukseli i tradycyjne Zaduszki u Agnieszki. A to dopiero początek, bo niedługo rozpoczną się również jarmarki przedświąteczne, o których na pewno będę informować na bieżąco.
Każde takie spotkanie to dla mnie okazja, żeby wyjść poza świat książek, porozmawiać z ludźmi, poznać nowe osoby i spotkać tych, którzy już znają moją twórczość. To właśnie w takich chwilach widać, że pisanie, choć często zaczyna się w samotności, może łączyć ludzi i tworzyć piękne relacje.
Dlatego zawsze staram się informować o wydarzeniach, w których uczestniczę. Jeśli ktoś chciałby mnie spotkać, porozmawiać o książkach albo po prostu przybić piątkę, serdecznie zapraszam do obserwowania mojego profilu na Facebooku. Na Instagramie również pojawiają się informacje, szczególnie w relacjach, ale to właśnie na Facebooku najczęściej publikuję aktualności.
Jednym z najbardziej ambitnych planów Martyny Bednarz jest reaktywacja New Gifts – marki, od której rozpoczęła się jej zawodowa historia jeszcze w Polsce.
Tym razem przedsięwzięcie ma mieć zupełnie inny charakter.
Pisarka chce stworzyć sklep internetowy wspierający niezależnych twórców, pomagający im w sprzedaży książek i budowaniu relacji z czytelnikami.
Plany na przyszłość? Są naprawdę duże!
Po zakończeniu „Egoistycznego odbicia” i „Ululu” ruszam z projektem Gucci. Chcę też rozwijać sprzedaż książek na Amazonie i tłumaczyć je na kolejne języki. Szczególnie zależy mi na „Ululu”, które widzę jako projekt światowy. Marzę o tym, żeby dzieci w różnych krajach poznawały tę samą historię, która będzie je łączyć mimo różnic językowych i kulturowych, oraz pracowały z nią w szkołach, ucząc się empatii, uważności i szacunku.
Rozwój własnej twórczości nie jest jednak jedynym celem. Bednarz chciałaby wykorzystać zdobyte doświadczenie do wspierania innych pisarzy.
Drugim ważnym projektem jest New Gifts i pomysł na sklep internetowy dla niezależnych autorów. Już teraz zabieram ich książki na targi, żeby pomóc im dotrzeć do czytelników. Zależy mi, żeby każdy egzemplarz miał podpis i dedykację autora, dzięki czemu czytelnik będzie wiedział, że wspiera bezpośrednio twórcę. Moim celem jest również stworzenie modelu sprzedaży, w którym docelowo 90% obrotu trafiałoby do autora.
Zapowiadany model pozostaje celem projektu, ale pokazuje kierunek, w którym autorka chciałaby rozwijać przedsięwzięcie.
New Gifts ma być nie tylko platformą sprzedażową, lecz także miejscem współpracy niezależnych autorów.
New Gifts to dla mnie trochę feniks powstający z popiołów — nowy początek, który ma służyć nie tylko mnie, ale też innym twórcom. Wierzę, że zamiast ze sobą konkurować, możemy wzajemnie się promować i wspierać.
Bo kilka jednostek tworzy grupę, a razem możemy dotrzeć znacznie dalej. I właśnie o to mi chodzi — żeby nie budować czegoś tylko dla siebie, ale stworzyć przestrzeń, w której inni również będą mogli rozwinąć skrzydła.
Historia Martyny Bednarz pokazuje, jak nieoczekiwane życiowe doświadczenia mogą prowadzić do odnalezienia nowej pasji i zawodowej tożsamości.
Od problemów finansowych i emigracji, przez osobisty debiut literacki, aż po projekty edukacyjne i plany wspierania niezależnych twórców – jej droga nie była pozbawiona trudności.
Dziś pisarka nie idealizuje rynku wydawniczego. Wie, że literatura wymaga nie tylko talentu i wrażliwości, ale również wytrwałości, pracy organizacyjnej oraz umiejętności docierania do odbiorców.
Mimo to w centrum jej twórczości pozostaje człowiek.
Myślę, że dzisiejsza droga autora jest znacznie trudniejsza, niż mogłoby się wydawać. Kiedyś myślałam, że książka obroni się sama, dziś wiem, że trzeba o nią walczyć, często kosztem własnego czasu, energii i emocji. Czasami jest w tym sporo niesprawiedliwości, bo chciałoby się po prostu pisać, a trzeba jeszcze umieć sprzedać to, co się stworzyło. Mimo wszystko nie chcę stracić z oczu tego, co najważniejsze — człowieka po drugiej stronie. Każdy czytelnik jest dla mnie ogromną wartością, bo wiem, ile dziś trzeba, by ktoś zatrzymał się przy książce. I chyba właśnie dlatego, mimo trudności, wciąż piszę.
Martyna Bednarz nie zamierza ograniczać się do jednej literackiej drogi. Jej kolejne pomysły łączą twórczość, edukację i przedsiębiorczość, a historia New Gifts symbolicznie zatacza koło. Tym razem jednak w centrum przedsięwzięcia mają znaleźć się również inni autorzy – bo, jak podkreśla pisarka, wspólnie można dotrzeć znacznie dalej.
Tak. Wszystkie artykuły redakcyjne, wiadomości i wywiady są dostępne bezpłatnie dla naszych czytelników. Naszą misją jest dostarczanie rzetelnej wiedzy bez barier.
Wystarczy skorzystać z zakładki „Kontakt”. Jeśli temat ma kluczowe znaczenie dla Polonii w Beneluksie, zajmiemy się nim niezwłocznie.
Tak. Oferujemy profesjonalne formaty takie jak artykuł sponsorowany oraz pakiety biznesowe. Przejdź do zakładki „Współpraca”, i skontaktuj się z redakcją Nowinki.
Artykuły redakcyjne są tworzone niezależnie przez nasz zespół i dotyczą faktów. Artykuły sponsorowane to płatne publikacje wspierające lokalny biznes.
Nasz newsletter wysyłamy raz w tygodniu. To syntetyczny raport zawierający najważniejsze wydarzenia, pozbawiony szumu z mediów społecznościowych.
Choć nasze główne operacje skupiają się wokół stolicy Europy (Brukseli), monitorujemy i raportujemy wydarzenia ważne dla Polaków w całym Beneluksie.
Najważniejsze informacje ze świata biznesu, technologii i życia Polonii w Beneluksie. Bez szumu, prosto na Twoją skrzynkę.