Omiń algorytmy.
Czytaj to, co ważne.
Najważniejsze informacje ze świata biznesu, technologii i życia Polonii w Beneluksie. Bez szumu, prosto na Twoją skrzynkę.

© Reuters
Brytyjska Izba Gmin odrzuciła projekt ustawy dotyczącej wspomaganego umierania, który miał umożliwić niektórym terminalnie chorym osobom uzyskanie pomocy w zakończeniu życia. Piątkowe głosowanie stanowi zwrot w trwającej od niemal dwóch lat debacie nad jednym z najbardziej kontrowersyjnych zagadnień społecznych, prawnych i etycznych w Wielkiej Brytanii.
Projekt dotyczył dorosłych mieszkańców Anglii i Walii, którym według oceny lekarzy pozostawało mniej niż sześć miesięcy życia. Zwolennicy przekonywali, że chodzi o prawo ciężko chorych ludzi do decydowania o własnym losie. Przeciwnicy ostrzegali przede wszystkim przed konsekwencjami dla osób starszych, niepełnosprawnych i znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej.
Piątkowy wynik oznacza zmianę stanowiska Izby Gmin w stosunku do poprzedniego głosowania.
W ubiegłym roku projekt uzyskał poparcie 314 parlamentarzystów, przy 291 głosach przeciw. Późniejsze procedowanie propozycji w Izbie Lordów napotkało jednak zdecydowany opór. Przeciwnicy projektu zgłosili ponad 1200 poprawek.
Ostatecznie projekt wrócił pod głosowanie i tym razem nie uzyskał wystarczającego poparcia.
Główną autorką propozycji była posłanka Lauren Edwards. Po porażce oceniła, że parlament nie wykorzystał możliwości przeprowadzenia zmian, jednocześnie zapowiadając, że temat wspomaganego umierania powróci.
Może to jednak nie nastąpić szybko. Według przywoływanych ocen politycznych kalendarz parlamentarny może utrudnić przeprowadzenie kolejnej poważnej próby przed wyborami spodziewanymi w 2029 roku.
Projekt obejmował pełnoletnie osoby mieszkające w Anglii lub Walii, u których zdiagnozowano terminalną chorobę i którym lekarze prognozowali mniej niż sześć miesięcy życia.
Procedura miała podlegać wieloetapowej kontroli.
Decyzję pacjenta musiałoby najpierw niezależnie ocenić dwóch lekarzy. Następnie sprawa trafiałaby przed specjalny trzyosobowy panel, w którego skład wchodziliby sędzia, pracownik socjalny oraz psychiatra.
Do przeprowadzenia procedury konieczna byłaby zgoda wszystkich członków panelu.
Ostatecznego działania nie wykonywałby lekarz. To sam pacjent miał przyjąć śmiertelną dawkę odpowiedniego środka. Projekt przewidywał ponadto możliwość odmowy uczestniczenia w procedurze przez lekarzy, farmaceutów oraz placówki opiekuńcze.
Argumentem najczęściej podnoszonym przez zwolenników projektu była autonomia pacjenta.
Ich zdaniem człowiek znajdujący się w końcowym stadium nieuleczalnej choroby powinien mieć możliwość zdecydowania, w jakich okolicznościach zakończy swoje życie, szczególnie gdy mierzy się z cierpieniem, którego nie można skutecznie złagodzić.
Zwolennicy zmian przekonywali również, że zaproponowany system zawierał wystarczająco wiele zabezpieczeń, aby ograniczyć ryzyko pochopnych decyzji czy nacisku ze strony innych osób.
Krytycy projektu wskazywali jednak na zupełnie inne zagrożenie.
Obawiali się, że legalizacja wspomaganego umierania mogłaby stworzyć presję odczuwaną przez osoby starsze, niepełnosprawne, ciężko chore lub znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej.
Według przeciwników część takich osób mogłaby zacząć postrzegać siebie jako obciążenie dla rodziny lub systemu opieki i właśnie z tego powodu rozważać zakończenie życia.
Kwestionowano również, czy zaproponowane zabezpieczenia byłyby wystarczające do wykrywania subtelnych form nacisku ze strony otoczenia.
Jednym z kluczowych argumentów przeciwko ustawie stała się kondycja brytyjskiej opieki paliatywnej.
Przeciwnicy zmian przekonywali, że zanim państwo stworzy możliwość wspomaganego zakończenia życia, powinno zagwarantować wszystkim terminalnie chorym pacjentom dostęp do odpowiedniej opieki, leczenia bólu oraz wsparcia pod koniec życia.
Takie stanowisko przedstawiała między innymi laburzystka Ashley Dalton, która wcześniej pełniła funkcję ministerialną w resorcie zdrowia, a po zdiagnozowaniu terminalnego raka piersi zrezygnowała ze stanowiska.
Podczas debaty argumentowała, że trudno mówić o całkowicie wolnym wyborze, jeśli pacjent nie ma jednocześnie zagwarantowanego dostępu do wysokiej jakości opieki paliatywnej.
Pomimo parlamentarnej porażki projektu idea legalizacji wspomaganego umierania ma znaczące poparcie społeczne.
Według przywoływanych sondaży około trzech czwartych Brytyjczyków opowiada się za dopuszczeniem jakiejś formy wspomaganego umierania.
Temat wywołuje jednak poważne podziały w środowisku medycznym. Przeciwko zmianom występują również przedstawiciele części wspólnot religijnych, w tym Kościoła katolickiego oraz Kościoła Anglii.
Spór dotyczy więc nie tylko samego prawa do decydowania o końcu życia, ale również roli lekarza, obowiązków państwa i granic ochrony osób szczególnie podatnych na presję.
Odrzucenie projektu oznacza, że Wielka Brytania pozostaje poza grupą państw, które zalegalizowały określone formy wspomaganego umierania lub eutanazji.
W Europie różne rozwiązania prawne w tym zakresie obowiązują między innymi w Austrii, Belgii, Hiszpanii i Holandii. Poszczególne systemy znacząco różnią się jednak pod względem warunków, procedur i tego, jakie działania mogą wykonywać lekarze.
Także w Stanach Zjednoczonych część jurysdykcji dopuściła określone formy medycznie wspomaganego zakończenia życia.
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób publicznie popierających zmianę brytyjskiego prawa jest była prezenterka Esther Rantzen, która choruje na raka.
Rantzen wielokrotnie mówiła o tym, że chciałaby mieć możliwość skorzystania z prawa do wspomaganego zakończenia życia.
Wskazywała przy tym na sytuację osób wyjeżdżających w tym celu do Szwajcarii. Jej zdaniem obecny stan rzeczy sprawia, że takie rozwiązanie jest w praktyce dostępne przede wszystkim dla ludzi, których zdrowie oraz sytuacja finansowa pozwalają na zagraniczną podróż.
Sama Rantzen argumentowała, że wskutek pogarszającego się stanu zdrowia może być już zbyt słaba, aby zdecydować się na taki wyjazd.
Piątkowa decyzja Izby Gmin zamyka drogę obecnej wersji ustawy, ale prawdopodobnie nie kończy brytyjskiej dyskusji o wspomaganym umieraniu.
Po jednej stronie pozostaje argument o autonomii człowieka mierzącego się z terminalną chorobą. Po drugiej — obawy dotyczące ochrony osób najbardziej bezbronnych, jakości opieki paliatywnej i konsekwencji fundamentalnej zmiany prawa.
Zwolennicy projektu już zapowiadają powrót do sprawy. Pytanie brzmi, czy uda im się zrobić to jeszcze przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi.
Tak. Wszystkie artykuły redakcyjne, wiadomości i wywiady są dostępne bezpłatnie dla naszych czytelników. Naszą misją jest dostarczanie rzetelnej wiedzy bez barier.
Wystarczy skorzystać z zakładki „Kontakt”. Jeśli temat ma kluczowe znaczenie dla Polonii w Beneluksie, zajmiemy się nim niezwłocznie.
Tak. Oferujemy profesjonalne formaty takie jak artykuł sponsorowany oraz pakiety biznesowe. Przejdź do zakładki „Współpraca”, i skontaktuj się z redakcją Nowinki.
Artykuły redakcyjne są tworzone niezależnie przez nasz zespół i dotyczą faktów. Artykuły sponsorowane to płatne publikacje wspierające lokalny biznes.
Nasz newsletter wysyłamy raz w tygodniu. To syntetyczny raport zawierający najważniejsze wydarzenia, pozbawiony szumu z mediów społecznościowych.
Choć nasze główne operacje skupiają się wokół stolicy Europy (Brukseli), monitorujemy i raportujemy wydarzenia ważne dla Polaków w całym Beneluksie.
Najważniejsze informacje ze świata biznesu, technologii i życia Polonii w Beneluksie. Bez szumu, prosto na Twoją skrzynkę.