Ponad 24 tys. euro dla dwóch Polaków. Holenderska agencja przegrała w sądzie

‍

Ważne rozstrzygnięcie dla pracowników tymczasowych w Holandii. Dwóch polskich pracowników sprzątających otrzyma łącznie ponad 24 tys. euro zaległego zwrotu kosztów dojazdów do pracy. Sąd Rejonowy Noord-Holland uznał, że przedsiębiorstwo będące ich formalnym pracodawcą nie może tłumaczyć braku wypłat tym, że nie znało rzeczywistego miejsca zamieszkania zatrudnionych.

‍

Sprawa dotyczyła pracowników, którzy w weekendy pokonywali ponad 138 kilometrów w jedną stronę, aby dotrzeć do zakładu, w którym wykonywali prace porządkowe.

‍

Kluczowe okazało się pytanie, kto odpowiada za ustalenie prawidłowego adresu pracownika i na tej podstawie należnego zwrotu kosztów podróży. Sąd stwierdził, że obowiązek ten spoczywa na pracodawcy.

‍

Ponad 138 kilometrów w jedną stronę

‍

Dwaj Polacy w weekendy pracowali przy sprzątaniu zakładu firmy z branży spożywczej. W dni robocze byli natomiast zatrudniani za pośrednictwem innej agencji w zupełnie innym miejscu i korzystali z zakwaterowania zapewnianego przez tamtą firmę.

‍

Odległość pomiędzy miejscem ich zamieszkania a weekendowym miejscem pracy przekraczała 138 km w jedną stronę.

‍

Ma to duże znaczenie, ponieważ obowiązujący w branży sprzątającej układ zbiorowy pracy przewiduje zwrot kosztów przejazdu po przekroczeniu określonego dystansu. W tym przypadku pracownicy znajdowali się znacznie powyżej progu 60 kilometrów dziennie, od którego przysługiwała rekompensata kilometrowa.

‍

Polacy zażądali zwrotu pieniędzy po zakończeniu pracy

‍

Stosunek pracy zakończył się w listopadzie 2024 roku. Później, przy wsparciu związku zawodowego CNV, pracownicy ustalili, że poza pojedynczym wyjątkiem nie otrzymywali należnych pieniędzy za dojazdy.

‍

Jeden z nich zażądał 11 359 euro netto, a drugi 12 724 euro netto. Łącznie daje to 24 083 euro zaległych kosztów podróży.

‍

Do tego dochodziły żądania dotyczące ustawowego podwyższenia należności, odsetek oraz poniesionych kosztów.

‍

CNV wystąpiło ponadto we własnym imieniu o 7 500 euro zadośćuczynienia, argumentując, że miało dochodzić do strukturalnego obchodzenia postanowień układu zbiorowego.

‍

Kilka firm pomiędzy pracownikiem a miejscem pracy

‍

Sprawa była bardziej skomplikowana ze względu na łańcuch przedsiębiorstw uczestniczących w zatrudnieniu Polaków.

‍

Pracowników początkowo pozyskała agencja specjalizująca się między innymi w rekrutacji polskiego personelu. Następnie zostali formalnie zatrudnieni przez inną firmę działającą jako podmiot backoffice, która przejęła rolę prawnego pracodawcy.

‍

Ta z kolei skierowała Polaków do przedsiębiorstwa specjalizującego się w usługach sprzątających. Za jego pośrednictwem pracownicy trafili w weekendy do zakładu firmy spożywczej.

‍

To właśnie pomiędzy miejscem ich faktycznego zamieszkania a tym zakładem występowała znaczna odległość.

‍

Pracodawca twierdził, że nie znał prawdziwego adresu

‍

Po interwencji CNV firma będąca formalnym pracodawcą argumentowała, że nie wiedziała, iż pracownicy mieszkają tak daleko od miejsca wykonywania pracy.

‍

Od Polaków zażądano następnie dowodów potwierdzających, że rzeczywiście pokonywali deklarowaną trasę. W postępowaniu sądowym przedsiębiorstwo przekonywało, że przedstawiona dokumentacja nie była wystarczająca.

‍

Firma argumentowała również, że nigdy nie została właściwie poinformowana o faktycznym adresie zamieszkania pracowników. Jej zdaniem dokonanie korekty kosztów podróży z mocą wsteczną byłoby ponadto sprzeczne z układem zbiorowym NBBU.

‍

„Zgłosiliście się za późno” – sąd nie przyjął tego argumentu

‍

Przedsiębiorstwo powołało się również na tzw. obowiązek terminowego zgłaszania zastrzeżeń. Argumentowano, że pracownicy czekali niemal dwa lata z poinformowaniem firmy o swojej sytuacji mieszkaniowej.

‍

Zdaniem pracodawcy tak długi okres pozbawił go możliwości odpowiednio wczesnego skorygowania wysokości wypłacanych świadczeń.

‍

Sąd nie podzielił jednak tego stanowiska.

‍

Wskazał, że ze względu na ochronny charakter prawa pracy argument dotyczący zbyt późnego zgłoszenia roszczenia powinien być w takich przypadkach oceniany z dużą ostrożnością.

‍

Sąd: pracodawca powinien zapytać, gdzie mieszka pracownik

‍

Jednym z najważniejszych elementów orzeczenia okazała się kwestia odpowiedzialności za prawidłową dokumentację zatrudnienia.

‍

Sąd podkreślił, że pracodawca ma obowiązek prowadzenia właściwej administracji, co obejmuje również ustalenie miejsca zamieszkania pracownika.

‍

Samo zaniedbanie tego obowiązku nie oznaczało jeszcze automatycznie, że pracownicy mogą otrzymać pieniądze bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów dotyczących podróży.

‍

Polacy zdołali jednak – zdaniem sądu – wystarczająco uprawdopodobnić, że faktycznie dojeżdżali z podanego miejsca.

‍

Polacy informowali o miejscu zamieszkania już podczas rekrutacji

‍

Istotnym argumentem było to, że pracownicy już podczas pierwszej rozmowy z agencją rekrutacyjną mieli informować, iż mieszkają w znacznej odległości od miejsca późniejszej pracy.

‍

Formalny pracodawca nie zdołał skutecznie podważyć tego twierdzenia przed sądem.

‍

W konsekwencji sąd uznał, że to przedsiębiorstwo zatrudniające pracowników powinno już na początku stosunku pracy ustalić prawidłową wysokość należnego zwrotu kosztów podróży.

‍

Ponad 24 tys. euro plus odsetki

‍

Ostatecznie sąd nakazał firmie backoffice wypłatę ponad 24 tys. euro zaległego zwrotu kosztów dojazdów, powiększonego o należne odsetki.

‍

Nie wszystkie roszczenia zostały jednak uwzględnione.

‍

Sąd odmówił przyznania ustawowego podwyższenia świadczenia. Powodem było to, że zwrot kosztów dojazdu został potraktowany jako refundacja poniesionych wydatków, a nie wynagrodzenie za pracę.

‍

Oddalono również żądanie CNV dotyczące 7 500 euro zadośćuczynienia. Zdaniem sądu nie wykazano wystarczająco, że firma systematycznie omijała postanowienia układu zbiorowego.

‍

Znaczenie miał również fakt, że podczas rozprawy przedstawiciel samego związku zawodowego określił sytuację jako niewytłumaczalną pomyłkę przedsiębiorstwa.

‍

Pracodawca próbował przenieść odpowiedzialność na inną agencję

‍

Spór miał jeszcze jeden istotny wątek. Firma backoffice próbowała obciążyć odpowiedzialnością agencję, która pierwotnie zrekrutowała dwóch Polaków.

‍

Argumentowała, że pośrednik nie przekazał jej wystarczających informacji o rzeczywistych adresach zamieszkania pracowników.

‍

Także tutaj sąd nie zgodził się ze stanowiskiem przedsiębiorstwa.

‍

Nie wykazano, aby agencja rekrutacyjna naruszyła swoje zobowiązania lub dopuściła się bezprawnego działania.

‍

Formalny pracodawca sam odpowiada za dane pracownika

‍

Sednem rozstrzygnięcia pozostaje odpowiedzialność prawnego pracodawcy.

‍

Zdaniem sądu to właśnie podmiot formalnie zatrudniający pracowników odpowiada za prawidłowe ustalenie danych adresowych potrzebnych do prowadzenia administracji płacowej oraz rozliczania kosztów podróży.

‍

Firma nie może więc skutecznie bronić się wyłącznie argumentem, że inna agencja nie przekazała jej odpowiednich informacji.

‍

Orzeczenie może mieć znaczenie również dla innych pracowników tymczasowych w Holandii, w tym licznych Polaków zatrudnianych poprzez rozbudowane struktury agencji, firm backoffice i przedsiębiorstw korzystających z ich pracy. Pokazuje przede wszystkim, że brak wiedzy pracodawcy wynikający z nieustalenia rzeczywistego adresu pracownika nie musi zwalniać firmy z obowiązku wypłaty należnego zwrotu kosztów dojazdu.

‍

Ciekawostki

FAQ

Czy dostęp do portalu jest darmowy?

Icon

Jak mogę zgłosić temat lub wydarzenie?

Icon

Czy mogę opublikować artykuł o moich usługach?

Icon

Artykuł redakcyjny, a artykuł sponsorowany?

Icon

Jak często wysyłacie newsletter i co w nim znajdę?

Icon

Czy Nowinki obejmują tylko Belgię?

Icon

Omiń algorytmy.
Czytaj to, co ważne.

Najważniejsze informacje ze świata biznesu, technologii i życia Polonii w Beneluksie. Bez szumu, prosto na Twoją skrzynkę.